Migawki
Jeżeli szukasz najlepszego osiedla w Łodzi - właśnie je znalazłeś :-) Lecz kupic tu mieszkanie nie jest łatwo :-)
 
Historia osiedla cz2. PDF Drukuj E-mail
PIERWSZE WYSIEDLENIA

Akcja zaskoczyła większość ludności Polesia, przemianowanego przez Niemców na „Stadtsiedlung”. Niektórzy Polacy przeczuwali jednak nadciągające nieszczęście. Ładne bloki – położone w niezwykle atrakcyjnym miejscu, wówczas z dala od centrum miasta – było bowiem łakomym kąskiem dla licznie sprowadzanych do Łodzi Niemców. Także informacje o wysiedleniach w innych dzielnicach miasta rozchodziły się błyskawicznie. Rozpoczęły się sporadyczne, wybiórcze wysiedlenia (dotyczyło to zwłaszcza inteligencji) również z poleskiego osiedla. Dlatego też bardziej przewidujący wywozili z niego co cenniejsze rzeczy do krewnych zamieszkałych na wsi lub w inne bezpieczne miejsca. Jedna z mieszkanek osiedla Bożena Niemiarowska-Szczepańczyk w opublikowanych wspomnieniach pisała: „Nikt nie przypuszczał, że może tu [na poleskim osiedlu] dojść do wypędzenia wszystkich mieszkańców naraz. Przepowiednie takie przyjmowano z niedowierzaniem, jako wymysł skrajnych pesymistów lub ludzi do cna zastraszonych”1. Wielu uważało, że wyrzucenie z mieszkań tylu ludzi jednocześnie jest fizycznie niemożliwe. Jednak także dla nich Święta Bożego Narodzenia 1939r. przeszły w atmosferze niepewności. To, co w ocenach Polaków wydawało się mało realne, rychło urzeczywistnili Niemcy. W trzaskającą mrozem noc sylwestrową w 1939r. wypędzono niewielką część mieszkańców Polesia. Jako jedną z pierwszych wysiedlono rodzinę wicedyrektora Zarządu Miejskiego Włodzimierza Gralińskiego. Nie była to jednak jeszcze właściwa akcja. Ta nastąpiła niebawem, nocą – równie mroźną jak ta sylwestrowa – z niedzieli na poniedziałek z 14 na 15 stycznia 1940r.

W niedzielę około godziny 21, czyli tuż po rozpoczęciu tzw. godziny policyjnej, osiedle szczelnie otoczyli uzbrojeni funkcjonariusze policji hitlerowskiej i innych formacji o pomocniczych (m.in. Selbstschutz) rozstawieni na jego granicach co kilkadziesiąt metrów. Plastycznie opisała to Krystyna Latoszewska-Wróblewska: „W tym sielskim, prawie nierealnym krajobrazie tkwiły nieruchomo sylwetki żandarmów, proste, masywne niczym pomniki cmentarne. Stali tak w równym szeregu z szeroko rozstawionymi nogami, zaciskając w potężnych łapach karabiny wycelowane prosto w okna domów. Jak okiem sięgną±ć, ciągnął się ten zwarty korowód wywołujący grozę”2 Przebieg wypędzania ludzi z poszczególnych mieszkań wyglądał podobnie – do lokalu kierowało się przeważnie dwóch do trzech funkcjonariuszy hitlerowskich władz wysiedleńczych i policyjnych, często w asyście tłumacza-folksdojcza. Wkraczaj±cy do mieszkania egzekutorzy sprawdzali przede wszystkim tożsamość domowników. Wypytywali więc o dane personalne poszczególnych osób, stan rodziny i posiadane przez nią kosztowności, a także papiery wartościowe. Kilka grup funkcjonariuszy dokonywało wysiedleń w tym samym czasie. Raz odbywały się one w ten sposób, że wyrzucano rodziny z danej klatki w kolejności numerów mieszkań, innym razem np. Wypędzano jedną rodzinę z parteru, drugą z trzeciego piętra, potem wracano po następną rodzinę z parteru, a później z drugiego pietra itd. W tym drugim wypadku Niemcom chodziło o sprawne (ze względu na brak tłoku na klatce schodowej) i szybkie przeprowadzenie akcji, jak również o to, by rodziny nie kontaktowały się ze sobą. Były przypadki, że wcześniej (to jest około godziny 21) powiadamiano rodziny, że będą wysiedlone, i zalecano, aby były przygotowane na godzinę 2. Osoby te miały zatemu więcej czasu na przygotowanie się do opuszczenia domu.

<<     --     >>



1B.Niemierowska-Szczepańczyk, z przeżyć okupacyjnych na Ziemi Opoczyńskiej, Łódź 1992, cyt. Za: Czas przeszły – ciągle obecny, Z dziejów wysiedleń, red. L. Włodkowski, Łódź 1998, s.57.

2Czas przeszły – ciągle obecny..., s. 97.

 

Profesjonalne statystyki www
© 2017 Osiedle Montwiłła Mireckiego
Design & Host by design4web.pl